RSS
 

Notki z tagiem ‘rozważanie’

„Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”

03 lut

EWANGELIA
Mk 5,21-43

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła”. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto się dotknął mojego płaszcza?” Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął”. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości!”(…).

Kobieta chorowała 12 lat. Na upływ krwi. To musiało być dla niej coś okropnego. Nie tylko ze względu na same objawy. Ale kobieta w trakcie okresu nie mogła uczestniczyć w życiu społecznym ani rodzinnym. Musiała przeczekać, aż wszystko minie. Ta kobieta wiedziała, nie miała takiego luksusu, że po kilku dniach, po oczyszczeniu wracała do normalnego życia. Ona stale była odłączona od społeczeństwa.
Dlatego całe swoje siły poświęcała na to by wyzdrowieć. Chodziła do wielu lekarzy, wydała cały swój majątek. A nadal była chora.

Wiedząc, że Uzdrowiciel przyjechał w jej strony nie wahała się i poszła po uzdrowienie od Niego.

Miała tak wielką wiarę, że wystarczyło dotknięcie Jego płaszcza by została uzdrowiona.

Poczuła, że jest uzdrowiona. A później Jezus do niej powiedział: „bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości”. Co to znaczy?
Albo przez dotknięcie została uzdrowiona krótkotrwale i potrzebne były Jego słowa, żeby mogła już stale cieszyć się zdrowiem.
Albo została już uzdrowiona przez sam dotyk a słowa Jezusa stanowią pouczenie.
Nie wiem co na ten temat piszą bibliści. W komentarzach do Ewangelii pewnie się tego nie znajdzie. Niestety są one pisane ogólnikowo. Wyjaśniają kontekst kulturowy i ukazują czytelnikowi interpretację zgodną z kościelną doktryną.
Często nie można znaleźć w nich odpowiedzi na nurtujące nas pytania dotyczące pewnych słów.
Trzeba by znaleźć jakieś opracowania szczegółowe odnoszące się tylko do tego fragmentu. Może jakieś prace magisterskie czy doktorskie. Ale nie każdy może zrozumieć język jakim się one posługują.

Na razie ten dylemat pozostaje bez odpowiedzi. Trzeba prosić Ducha Świętego by dał nam zrozumieć ten i inne fragmenty Pisma Świętego.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Światło na oświecenie pogan

02 lut

EWANGELIA
Łk 2,22-32

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. (…) A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu„(…).

Jak bardzo wierzącym i pobożnym człowiekiem musiał być Symeon.
Nie dość, że wierzył mocno w to, że niebawem przyjdzie Mesjasz i naprawdę Go wyczekiwał. To wiedział jak rozpoznać głos Boży przemawiający do niego.

Ja ciągle nie jestem pewna czy to moje myśli lepiej ubrane czy to Bóg do mnie mówi.
A Symeon nie dość, że słyszał to bez wahania zrobił to co Bóg mu kazał – poszedł do świątyni.

Symeon bierze na ręce Jezusa i wygłasza poruszające proroctwo: „Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”.
Słowa te ukazują nam, że zbawienie nie dokonało się tylko na krzyżu, ale zbawienie zaczęło się przy wcieleniu. To Dzieciątko już jest Zbawicielem.
Zaskakujące jest to, że zbawienie, rozumiane przez Żydów jako zbawienie Izraela u Symeona jest podkreślone na pierwszym miejscu oświecenie pogan. Jezus jest Światłem prawdziwym, które rozświetla mroki ciemności braku wiary. Kieruje ku dobrej drodze.
Izraelici ukazani są jako ci, którzy upadną i będą się sprzeciwiać. To Żydzi doprowadzą w końcu do śmierci Jezusa. Jego śmierć, ukazana już na początku Jego życia odsłoni serca wszystkich. I okaże się kto tak naprawdę czekał na Mesjasza.

 

ofiarowanie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu

01 lut

PSALM RESPONSORYJNY
Ps 95

Słysząc głos Pana serc nie zatwardzajcie. 

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu, * 
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia. 
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem, * 
radośnie śpiewajmy Mu pieśni. 

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze, * 
zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył. 
Albowiem On jest naszym Bogiem, * 
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku. 

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: † 
«Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, * 
jak na pustyni w dniu Massa, 
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie, * 
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła». 

Modlimy się do Boga.
Najczęściej prosimy o to czego nam potrzeba. Czego czujemy, że nam brakuje.
Rzadziej przepraszamy za popełnione grzechy.
Jeszcze rzadziej chyba dziękujemy Mu za to co dla nas uczynił.

A co z modlitwą uwielbienia? Czy jest obecna w naszym życiu?
Czy potrafimy się cieszyć z tego, że Bóg jest naszym zbawieniem?
Czy w ogóle wyrażamy radość w modlitwie? Czy Bóg jest dla nas tylko Kimś komu można się wypłakać, ale Kimś z kim raczej nie dzieli się radości?

Dzisiejszy dzień – niedziela. W ogóle każdy Dzień Pański niech będzie w naszym codziennym, zabieganym życiu czasem, w którym będziemy spotykać się z Bogiem. Ale spotykać się by dzielić z Nim radość.

„Radośnie Panu hymn śpiewajmy, Alleluja.
I dobroć Jego wysławiajmy, Alleluja.

Wychwalajcie ze mną dzieła Bożej mocy, Alleluja.
Wychwalajcie Pana nad wszystko na wieki, Alleluja”.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Psalm

 

Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?

31 sty

EWANGELIA
Mk 4, 35-41

Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się!”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?

Kiedy zdarza się w naszym życiu burza staramy się własnymi siłami z nią walczyć. Dopiero, gdy stracimy prawie całą nadzieję wzywamy pomocy Boga. I oskarżamy Go o brak tej pomocy.

Pan Bóg nie chce naszej zguby. Chce nam pomóc. Ale pragnie, żebyśmy się Mu powierzyli. Nie robimy tego sami podejmując działanie bez wcześniejszego zwrócenia się do Boga o ukazanie rozwiązania.
Jeśli sami wybieramy drogę rozwiązania to sami powinniśmy zmierzyć się z konsekwencjami. A nie możemy uważać Boga za ostatnią deskę ratunku, za ostatni akt desperacji.

Panie Boże wskaż mi drogę, którą mam kroczyć. Ukaż mi, który wybór będzie dla mnie najlepszy. Daj mi poczuć Twoją obecność w czasie całej tej drogi.

 

„Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?”.
Bóg kocha nas i pragnie nam pomagać. Dlatego nie powinniśmy się lękać każdą błahostką, która nas spotyka w życiu.
Nie powinniśmy się bać, że nie usłyszymy głosu Boga, albo że ten głos powie nam coś czego nie chcemy robić.
Nie powinno być tyle strachu w naszym życiu o rzeczy codzienne.
Jako ludzie wiary powinniśmy bardziej przejmować się naszym postępowaniem, naszymi grzechami, dobrymi uczynkami. Powinniśmy bardziej przejmować się zbawieniem swoim i innych ludzi.

Bo Bóg sam zadba o to czego nam teraz potrzeba:
„Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? (…) I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni!  O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane. Łk 12, 22-31

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Królestwo Boże jest jak ziarnko gorczycy

30 sty

EWANGELIA
Mk 4,26-34

Mówił dalej: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo”. Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli [ją] rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

Królestwo Boże jak ziarnko gorczycy.
Ziarnko gorczycy jest niewielkie. Raczej nikt nie zwraca na nie uwagi. Po co komu gorczyca. Nie wygląda zbyt pięknie. Nikt jej nie pragnie zdobyć tak jak róży.

A jednak Jezus pokazuje nam, że to co dla ludziom wydaje się nieistotne dla Boga może mieć ogromne znaczenie. I na odwrót.
Bo dla Boga nie liczy się wygląd tylko serce człowieka: „Pan jednak rzekł do Samuela: «Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce»” (1 Sm 16,7).

„Gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie”. 
W nas zostało zasiane ziarno Słowa Bożego. Obyśmy mogli o sobie mówić, że w dzień i w nocy wzrastamy duchowo i wydajemy plon.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem?

29 sty

EWANGELIA
Mk 4,21-25

Mówił im dalej: „Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, aby je postawić na świeczniku? Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!”. I mówił im: „Uważajcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, pozbawią go i tego, co ma”.

Światła nie zapala się po to, żeby je schować, ale żeby oświetliło ciemności panujące wokoło.
Każdy z nas jest świecą czy lampą. A naszym światłem jest Chrystus.

Zostaliśmy powołani, żeby być Jego uczniami. Ale nasze powołanie obejmuje również pokazywanie Światła innym.

Nie możemy chować się przed światem.
Musimy znaleźć w sobie odwagę i postawić się na świeczniku – żeby każdy mógł zobaczyć, że jesteśmy ludźmi wierzącymi.

 

Dalej Jezus uczy, że nas ostrożności. Jednak nie dotyczy ona głoszenia Słowa Bożego.
Ale postawy człowieka względem innych.
Nie możemy być ludźmi, którzy obgadują innych. Co więcej, my nawet nie powinniśmy przebywać tam gdzie obgadują – „uważajcie na to, czego słuchacie”. Przestroga dotyczy słuchania, a nie gadania. Bo jeśli słuchamy oszczerstw, plotek, a nie reagujemy to tak jakbyśmy dołączyli do grona szyderców.
Tu też potrzebujemy odwagi i siły by zareagować.
A naszą siłą jest Chrystus.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Oto siewca wyszedł siać…

28 sty

EWANGELIA
Mk 4, 1-20

Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce: 
«Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo gleba nie była głęboka. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny». I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha». (…)
Siewca sieje słowo. A oto są ci posiani na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo zasiane w nich. Podobnie na miejscach skalistych posiani są ci, którzy, gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością; lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to są ci, którzy słuchają wprawdzie słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny».

Wszyscy znamy tą Ewangelię. Słyszeliśmy ją wielokrotnie.
Za każdym razem pewnie odnosiliśmy ją do siebie i uważaliśmy, że my jesteśmy tymi, którzy wydają owoc. Bo przecież jesteśmy wierzący, chodzimy do kościoła i zachowujemy przykazania.

Dziś każdy z nas musi się dokładnie przyjrzeć sobie.
Czy na pewno możemy się nazwać roślinami wydającymi owoc? Jaki owoc wydajemy?

A może musimy spojrzeć na siebie bardziej krytycznie?

Czy to nie czasem my słuchamy słowa Bożego w kościele, a chwilę potem zapominamy o czym była Ewangelia i kazanie? Jak mamy  rozwijać się duchowo skoro nawet nie staramy się znaleźć dla Boga trochę czasu w ciągu dnia?

A może jesteśmy jak ziarno zasiane na skale? Chłoniemy słowo Boże jak gąbka, pragnęlibyśmy zmienić cały świat, ale braknie nam zapału by przemienić siebie samego. Poddajemy się po krótkim czasie.

Czy jesteśmy zasiani pośród cierni? Każdy z nas przecież zmaga się z tym by potrafić pogodzić życie duchowe ze zwykłym życiem codziennym. I często nam się to nie udaje.

Jak więc możemy myśleć o sobie, że wydaliśmy już owoc?

 

Musimy przyjąć to i zaakceptować, że nie jesteśmy idealni. Nie jesteśmy jeszcze świętymi. Jesteśmy dopiero na drodze ku świętości. Możemy się jeszcze wiele razy potknąć, czy upaść na tej drodze. Ważne, żebyśmy nigdy z niej nie zeszli. To jest wytrwałość.
Z wszystkim innym co w nas złe, słabe możemy walczyć, możemy się ćwiczyć w boju duchowym.
Musimy tylko wierzyć, że pokonamy przeciwności.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką

27 sty

EWANGELIA
Mk 3, 31-35

Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie. 
Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką».

Jezus nie odwraca się tu od swojej Matki. Jego bracia, to nie bracia rodzeni, ale bracia cioteczni, czyli kuzyni.
W komentarzach często jest o nich podane, że nie chcieli, żeby Jezus głosił nauki. Uważali, że jest chory psychicznie. Nie mogli uwierzyć, że On może być Mesjaszem.

Dlatego tłumaczy się, że Jezus nie wyszedł do nich nie dlatego, że nie chce się spotkać z Matką. Ale wiedział, że Jego „rodzina” chciała Go przywołać, żeby uciszyć.

Dla nas jednak istotny jest nie tyle kontekst historyczny, co sens duchowy słów Jezusa.
„Kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. Kto spełnia wolę Bożą ten może się nazywać dzieckiem Bożym. A jeśli jest dzieckiem Bożym to jest bliskim Jezusa, który jest Synem Bożym.
Każdy z nas może się nazwać bratem lub siostrą Jezusa. Nie ze względów krwi, ale z serca przepełnionego miłością do Boga.

Sam Jezus zwraca się do nas jako do brata i siostry znanej pieśni religijnej:
„Gdy po wielkim połowie Jezus z uczniami siadł
Spytał Szymona Piotra tak jak dziś pyta nas.
Bracie Siostro;czy miłujesz Mnie?
Tak Panie; Ty wiesz że kocham Cię”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie

26 sty

Pierwsze CZYTANIE 
2 Tm 1,1-8

Paweł, z woli Boga apostoł Chrystusa Jezusa, posłany dla głoszenia życia obiecanego w Chrystusie Jezusie, do Tymoteusza, swego umiłowanego dziecka. Łaska, miłosierdzie, pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, naszego Pana. 
Dziękuję Bogu, któremu służę jak moi przodkowie z czystym sumieniem, gdy zachowuję nieprzerwaną pamięć o tobie w moich modlitwach. W nocy i we dnie pragnę cię zobaczyć, pomny na twoje łzy, by napełniła mnie radość na wspomnienie wiary bez obłudy, jaka jest w tobie; ona to zamieszkała pierwej w twej babce Lois i w twej matce Eunice, a pewien jestem, że mieszka i w tobie. 
Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga.

Św. Paweł poucza Tymoteusza, człowieka młodego w wierze, a przez niego każdego z nas.
Przez przykład Tymoteusza powinniśmy sobie przypomnieć ten czas w naszym życiu, gdy nasza wiara była bez obłudy. Liczył się tylko Bóg w naszym życiu i to przekładało się na naszą postawę. W życiu codziennym potrafiliśmy czynić dobre uczynki bez trudu i nawet myśl nie przeszła nam, że moglibyśmy kogoś obgadywać.

Takiej wiary powinniśmy pragnąć w naszym życiu.

Dzisiejsze czytanie odkrywa przed nami także inne prawdy.
Jedną z nich jest to, że każdy z nas na chrzcie został obdarzony łaskami i charyzmatem. Każdy z nas jest do czegoś przeznaczony. Musimy tylko pragnąć odkryć prawdziwych siebie.
Często jest to dla nas trudne, okupione wielką ilością łez. Nie potrafimy często pogodzić się z tym jacy jesteśmy. Ale właśnie ta prawda pomoże nam przejść przez życie zgodnie z powołaniem, czyli z radością.
Bóg pomoże nam zrozumieć samych siebie i pokonać lęk, bo dał nam ducha mocy, miłości i trzeźwego myślenia. Musimy tylko uwierzyć, że posiadamy te dary. Musimy uwierzyć w siebie.

Kolejną ważną sprawą po tym, gdy odnajdziemy naszą pierwotną wiarę, pokonamy lęki i odkryjemy prawdziwych siebie jest służba dla Królestwa Bożego. Mimo, że będziemy musieli pewnie zmierzyć się z trudnościami to nie możemy się poddawać i głosić Ewangelię.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czytanie

 

Pan przemówił do Jonasza tymi słowami: idź do Niniwy i głoś jej upomnienie

25 sty

Pierwsze CZYTANIE
Jon 3, 1-5.10

Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: «Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam». Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak Pan powiedział.
Niniwa była miastem bardzo rozległym – na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: «Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona».
I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego.
Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.

Jonasz opierał się Bogu. Nie chciał czynić tego co Pan mu kazał. Uciekł od swojego powołania, chciał odpłynąć statkiem w przeciwnym kierunku, ale Pan nie dał za wygraną. Wywołał wielką burzę, która zmusiła Jonasza do ujawnienia tego, że ucieka przed Bogiem. By nie narażać innych ludzi ze statku na narażenie życia sam rzucił się w morze.
Znana jest historia o tym, że połknęła go wielka ryba i że żył w jej brzuchu 3 dni i 3 noce.

Dzisiejszy tekst czytania pokazuje nam jednak czas już po tych wydarzeniach.
Dowiadujemy się, że Bóg ponownie kieruje do Jonasza swoje słowo. Tym razem Jonasz nie sprzeciwia się.
Udaje się do Niniwy, żeby głosić jej nawrócenie.

Jednak można przypuszczać, że czyni to niechętnie. Raczej ze strachu przed Bogiem niż z własnego przekonania.
Jonasz raczej nie głosił nawrócenia z gorącym sercem zapaleńca, ale chciał jak najszybciej zakończyć swoją misję.
Można tak przypuszczać z tego, że Niniwa był rozległa na trzy dni drogi, a Jonasz przechodził przez nią tylko przez jeden dzień.

Mimo tak niecharyzmatycznego nauczyciela całe miasto się nawróciło.
To nas uczy, że nie wszyscy księża mogą być przez nas lubiani, nie muszą mieć tysiąca pomysłów na ewangelizację i rozwinięcie życia w parafii. Ważne jest tylko to, że są wyświęceni – namaszczeni przez Boga.
Bóg jest zawsze z tymi, których wybiera i pomaga im wypełnianiu powołania. Nawet jeśli oni sami w siebie nie wierzą.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czytanie