RSS
 

Notki z tagiem ‘chrystus’

Oto siewca wyszedł siać…

28 sty

EWANGELIA
Mk 4, 1-20

Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce: 
«Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo gleba nie była głęboka. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny». I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha». (…)
Siewca sieje słowo. A oto są ci posiani na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo zasiane w nich. Podobnie na miejscach skalistych posiani są ci, którzy, gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością; lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to są ci, którzy słuchają wprawdzie słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny».

Wszyscy znamy tą Ewangelię. Słyszeliśmy ją wielokrotnie.
Za każdym razem pewnie odnosiliśmy ją do siebie i uważaliśmy, że my jesteśmy tymi, którzy wydają owoc. Bo przecież jesteśmy wierzący, chodzimy do kościoła i zachowujemy przykazania.

Dziś każdy z nas musi się dokładnie przyjrzeć sobie.
Czy na pewno możemy się nazwać roślinami wydającymi owoc? Jaki owoc wydajemy?

A może musimy spojrzeć na siebie bardziej krytycznie?

Czy to nie czasem my słuchamy słowa Bożego w kościele, a chwilę potem zapominamy o czym była Ewangelia i kazanie? Jak mamy  rozwijać się duchowo skoro nawet nie staramy się znaleźć dla Boga trochę czasu w ciągu dnia?

A może jesteśmy jak ziarno zasiane na skale? Chłoniemy słowo Boże jak gąbka, pragnęlibyśmy zmienić cały świat, ale braknie nam zapału by przemienić siebie samego. Poddajemy się po krótkim czasie.

Czy jesteśmy zasiani pośród cierni? Każdy z nas przecież zmaga się z tym by potrafić pogodzić życie duchowe ze zwykłym życiem codziennym. I często nam się to nie udaje.

Jak więc możemy myśleć o sobie, że wydaliśmy już owoc?

 

Musimy przyjąć to i zaakceptować, że nie jesteśmy idealni. Nie jesteśmy jeszcze świętymi. Jesteśmy dopiero na drodze ku świętości. Możemy się jeszcze wiele razy potknąć, czy upaść na tej drodze. Ważne, żebyśmy nigdy z niej nie zeszli. To jest wytrwałość.
Z wszystkim innym co w nas złe, słabe możemy walczyć, możemy się ćwiczyć w boju duchowym.
Musimy tylko wierzyć, że pokonamy przeciwności.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką

27 sty

EWANGELIA
Mk 3, 31-35

Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie. 
Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką».

Jezus nie odwraca się tu od swojej Matki. Jego bracia, to nie bracia rodzeni, ale bracia cioteczni, czyli kuzyni.
W komentarzach często jest o nich podane, że nie chcieli, żeby Jezus głosił nauki. Uważali, że jest chory psychicznie. Nie mogli uwierzyć, że On może być Mesjaszem.

Dlatego tłumaczy się, że Jezus nie wyszedł do nich nie dlatego, że nie chce się spotkać z Matką. Ale wiedział, że Jego „rodzina” chciała Go przywołać, żeby uciszyć.

Dla nas jednak istotny jest nie tyle kontekst historyczny, co sens duchowy słów Jezusa.
„Kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. Kto spełnia wolę Bożą ten może się nazywać dzieckiem Bożym. A jeśli jest dzieckiem Bożym to jest bliskim Jezusa, który jest Synem Bożym.
Każdy z nas może się nazwać bratem lub siostrą Jezusa. Nie ze względów krwi, ale z serca przepełnionego miłością do Boga.

Sam Jezus zwraca się do nas jako do brata i siostry znanej pieśni religijnej:
„Gdy po wielkim połowie Jezus z uczniami siadł
Spytał Szymona Piotra tak jak dziś pyta nas.
Bracie Siostro;czy miłujesz Mnie?
Tak Panie; Ty wiesz że kocham Cię”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

On zaś rzekł: «Stań tu na środku»

21 sty

EWANGELIA
Mk 3,1-6

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: «Stań tu na środku». A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?» Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę». Wyciągnął i ręka jego stała się znów zdrowa.
A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

Człowiek z uschniętą ręką, chorobą, z którą nie potrafił żyć, a musiał nie wiadomo jak długo.
Musiał się wstydzić tego jak wygląda. Do synagogi przyszedł pewnie by modlić się, by kolejny raz prosić Boga o uzdrowienie. Nie chciał, żeby inni na niego patrzeli. Zapewne stał gdzieś z tyłu, z dala od tłumu. Chciał być sam ze swoim nieszczęściem.

W tym momencie Jezus wchodzi do synagogi. Wie, że faryzeusze będą chcieli Go pochwycić na tym, że uzdrawia w szabat.
Jezus wykorzystuje to by pokazać, że szabat nie jest po to by przestrzegać wszystkich przepisów, które zostały stworzone przez wieki.
On próbuje uświadomić, że szabat to czas odpoczynku, ale takiego by móc spotkać się z Bogiem.
Jednak kiedy widzi, że ich nie przekonał słowami pokazuje czynem, że szabat to dzień dla Boga i człowieka – uzdrawia chorego w szabat.

Chory pewnie widział jak Jezus wchodzi do synagogi. Jak kroczy przez tłum i zbliża się do niego. Pewnie serce zaczęło mu mocniej bić. Poczuł, że może jeszcze nie wszystko stracone, że może Jezus go teraz uzdrowi.
Nie spodziewał się pewnie, że Chrystus każe mu stanąć na środku synagogi, by wszyscy mogli go widzieć. Była to pewnie najgorsza chwila w jego życiu. Przez swoją chorobę czuł się zawsze obcy wśród ludzi. Pewnie zawsze ich omijał ze spuszczoną głową, a teraz wszyscy na niego patrzeli. Mimo całego swojego strachu i alienacji zrobił to co kazał mu Jezus.
Słuchał pewnie tego co Jezus mówi, ale może nie wszystko do niego docierało tak był przejęty sobą. Tym, że wszyscy patrzą na jego odrażającą rękę. Dlatego starał się ją jak najlepiej schować w fałdach ubrania.
Kiedy usłyszał, że ma ją wyciągnąć zamarł pewnie na chwilę. Ale zrobił to. Jakie było jego zdziwienie, gdy ręka okazała się zdrowa!
Nie mógł uwierzyć swojemu szczęściu. Dziękował Bogu, że wysłuchał jego modlitw.

—–

Każdy z nas zapewne prosił Boga o coś z całego serca. Wierzył, że może być uzdrowiony, że doświadczy cudu.
Ale pewnie nikt z nas nigdy nie pomyślał, że prosząc o coś będzie musiał zrezygnować z postawy, którą przyjmuje.
Że będzie musiał się odsłonić. Być przygotowanym na zmianę sposobu myślenia. Na przemianę życia.

Dziś Bóg pokazuje nam, że spełnienie prośby, modlitwy nie tyle przywróci nasze życie do poprzedniego stanu. Ale Bóg pragnie nam uświadomić, że uzdrowienie wymaga przemiany życia.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi?

19 sty

EWANGELIA
Mk 2,18-22

Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: „Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?” Jezus im odpowiedział: „Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze [część] ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino [należy wlewać] do nowych bukłaków”.

Słowa Jezus odnoszą się do czasu, gdy uczniowie będą Go opłakiwać.
Ale odnosząc ten tekst do nas można powiedzieć, że my mamy się radować, bo Jezus jest z nami.
Jesteśmy zaproszeni na ucztę weselną w niebie, ale już teraz możemy jej skosztować przez przyjmowanie Komunii świętej.

A czy przyjmując Komunię – Jezus do serca możemy czuć się nieszczęśliwi. Przyjmowanie Go powinno nie tylko przemieniać nasze serce, ale powinno wpływać na nasze postępowanie. Powinno oddziaływać na całe nasze  życie, które ma coraz bardziej stawać się świadectwem naszej wiary. A co bardziej do niej skłoni niż radość z tego, że jest się chrześcijaninem?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Znaleźliśmy Mesjasza – to znaczy: Chrystusa

18 sty

EWANGELIA
J 1,35-42

Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: „Oto Baranek Boży”. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: „Czego szukacie?” Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?” Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie”. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej . Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: „Znaleźliśmy Mesjasza” – to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas” – to znaczy: Piotr.

Św. Jan tylko spojrzał na Jezusa i wiedział, że to On jest zapowiedzianym Mesjaszem, Świętym Boga.
Jego uczniowie od razu uwierzyli w słowa Jana i poszli za Jezusem. Wiedzieli, że jeśli jest On Mesjaszem, to muszą się trzymać Niego, a nie potrzebują już innych pośredników. Zostali z Nim by Go słuchać. Później poszli i głosili innym, że Jezus jest Mesjaszem.

Jan i ci uczniowie – Jan Apostoł i Andrzej od razu uwierzyli.

Piotr, któremu Andrzej ogłosił nowinę o znalezieniu Mesjasza nie uwierzył tak szybko.
Można tak przypuszczać ze słów Ewangelii: Andrzej przyprowadził go do Jezusa – więc raczej nie szedł tam ochoczo. Jezus wiedział o tej niewierze dlatego powiedział to czego zwykły człowiek by nie wiedział: wiedział jak Piotr się nazywa mimo, że wcześniej go nie poznał. Nadał też mu nowe imię. Pokazał przez to, że ma moc by zmienić człowieka i jego imię.

A gdyby Jezus przyszedł dziś czy byśmy od razu w Niego uwierzyli, czy raczej jak Piotr pozostalibyśmy sceptyczni póki nie zobaczymy dowodów?
Która postawa jest nam bliższa: Jan Chrzciciela, Jana Apostoła i Andrzeja czy Piotra?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka(…)

16 sty

EWANGELIA
Mk 2, 1-12

Gdy po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: „Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: „Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, oprócz jednego Boga?” Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: „Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!”. On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: „Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego”.

Opis uzdrowienia chorego różni się od innych, które czytamy w Ewangelii. Jezus uzdrawia tego, który wierzy, że ma On moc i może zrobić wszystko.
Chory z dzisiejszej Ewangelii jest postacią bierną – inni go przynoszą. To nie jego wiara w uzdrowienie decyduje, ale wiara tych, którzy go przynieśli.
„Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Jesteśmy w stanie zrozumieć, że bliscy pragną uzdrowienia dla kogoś kogo kochają. Dlatego słowa o uzdrowieniu ze względu na ich wiarę wydają się normalne.
Ale dlaczego Jezus do chorego nie powiedział, że jest uzdrowiony, tylko go rozgrzeszył?
Zapewne chory stracił już całą nadzieję, stał się apatyczny, bierny, nie interesowało go już nic poza tym, by móc umrzeć w spokoju.
Odwrócił się od wszystkiego. Nawet od swojej rodziny.
Która nadal w niego wierzyła i pragnęła jego zdrowia.

My też może doświadczamy takiej sytuacji, gdzie nasz bliski poddał się już zwątpieniu, że nie wyzdrowieje.
Ale my możemy nadal mieć nadzieję i modlić się do Boga o uzdrowienie.
Przykład tego, że łoże paralityka wniosło czterech ludzi podkreśla słowa Jezusa: „zaprawdę, powiadam wam: jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

„Czemu nurtują te myśli w waszych sercach?”. Jezus się pyta dziś każdego z nas: czemu wątpisz, że mogę Cię uzdrowić?
Musimy mieć nadzieję, że nasza modlitwa zostanie wysłuchana i że nasza prośba zostanie spełniona.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Wszyscy Cię szukają

14 sty

EWANGELIA
Mk 1, 29-39

Zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pospieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają„. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem „. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Tekst dzisiejszej Ewangelii mówi o uzdrowieniu teściowej Piotra oraz o innych uzdrowionych.
Jednak my postaramy się dziś spojrzeć nieco inaczej na to opowiadanie.

„Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło (…) i całe miasto było zebrane u drzwi”. Zdarza się, że i my wieczorną porą idziemy spotkać się z Jezusem. Idziemy na wieczorną Mszę świętą, czy to w niedzielę czy w zwykły dzień. Jednak my nie musimy już czekać pod drzwiami przez brak miejsc. Nie ma też tam całego miasta, czyli wielkich tłumów.
Raczej są pustki, szczególnie w dzień powszedni.

„Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił”. Jezus widząc wielkie tłumy, które przybyły, nie żeby wysłuchać Jego nauki, ale żeby zaspokoić ciekawość, zostać uzdrowionym wychodzi z domu.
On idzie na pustynię, żeby się modlić.
My, żeby się modlić, oderwać od świata zainteresowanego tylko bogactwem, sławą idziemy do kościoła.
Kościół powinien być naszą odskocznią od problemów, miejscem, gdzie możemy naładować baterie życia duchowego.
Gdzie spotykamy Jezusa, który nas pociesza i pokrzepia.
Ważne jest też to, że Jezus poszedł modlić się jeszcze zanim zaczęło świtać. To pokazuje, że my również powinniśmy zacząć nasz dzień od modlitwy. Pozwoli ona nam spojrzeć na cały dzień jako na wypełniony obecnością Boga.

„Pospieszył z Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają”.
Tłum chciał znów ujrzeć Jezusa, ale to uczniowie poszli Go szukać i znaleźli. Powiedzieli, że inni Go szukają.
„Wszyscy Cię szukają”. Czy dziś wszyscy szukają Jezusa? Niektórzy mówią, że są poszukujący wiary, że chcą poznać inne wyznania, religie, by móc zdecydować.
Wszyscy, którzy mówią, że szukają, ale nie ruszają na poszukiwania są tłumem.
Prawdziwymi uczniami są ci, którzy wiedzą gdzie szukać.
Szymon, Jan i Jakub wyruszyli na poszukiwania Jezusa i szybko Go znaleźli, bo wiedzieli, gdzie zwykle przebywa.

My również wiemy, gdzie możemy spotkać Jezusa. Ale czy z tego korzystamy?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi

12 sty

EWANGELIA
Mk 1, 14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

Nas także Jezus wzywa, żebyśmy za Nim poszli. Naszą drogą jest nasze powołanie. Jakiekolwiek by ono nie było. Czy do kapłaństwa, czy do małżeństwa, czy życia samotnego. Czy czujemy, że nasza praca jest ważna czy nic nie znacząca.
To wszystko jest nie ważne.
Istotne jest to, żebyśmy mogli odczuć, że odpowiedzieliśmy na wezwanie Chrystusa. I poszliśmy za Nim.

„Pójdźcie za Mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi.
Czy naprawdę wierzymy, że możemy „złowić” dla Jezusa ludzi? Czy mamy wiarę w to, że nasze działanie na rzecz głoszenia Królestwa Bożego, jakiekolwiek by ono nie było, ma sens?

Czy można być rybakiem ludzi samemu będąc czasem niepewnym, nie czując się siłaczem wiary?
Sama Ewangelia pokazuje, że to możliwe.
Św. Piotr zwątpił w siebie i moc Jezusa, gdy chciał kroczyć po wodzie jak Jezus. Zaparł się Go też trzykrotnie w obliczu niebezpieczeństwa. Jednak później stał się opoką Kościoła, głosił naukę Jezusa Chrystusa. I ze zwykłego rybaka stał się rybakiem ludzi.

Jezus mówi dzisiaj: „pójdź za Mną a staniesz się rybakiem ludzi”.
Trzeba pójść za Nim, zostawić wszystko co uważamy za zapewniające bezpieczeństwo, zabezpieczające byt. Odważyć się, zaryzykować.
Dopiero, gdy się poświęcimy, zrezygnujemy z czegoś co jest dla nas ważne, będziemy mogli się stać głosicielami Królestwa Bożego. Choć może się to nie stać natychmiast, ale przez pewnien okres czasu.
Św. Piotr też nie od razu stał się opoką.

Musimy mieć wiarę i nadzieję, że tak się w końcu stanie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia

 

Oto mój Sługa, nie złamie [On] trzciny nadłamanej

11 sty

Pierwsze CZYTANIE
Iz 42, 1-4.6-7

To mówi Pan: «Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomykuOn z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy. Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę
i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności».

Dzisiejsze czytanie to proroctwo Izajasza odnoszące się do Jezusa.
Jest On Mesjaszem, Wybranym Boga, który przynosi Prawo.
Jednak nie przychodzi On z mocą, tak jak wszyscy sądzili, nie jest potężnym królem, przywódcą politycznym.

Jezus jest cichy i pokornego serca (Mt 11,29). Nie wykrzykuje On swoich racji, tylko głosi swoją naukę.
Jezus nie łamie trzciny nadłamanej. Symbolizuje ona wszystkich tych, którzy czują się słabi, złamani przez życie i którzy nie mają już sił by powstać. Chrystus nie dobija ich, nie dokłada im ciężaru przez wskazywanie ich słabości, z którymi mogliby walczyć. On pokrzepia każdego, stara się dać siłę. On daje ukojenie duszy (Mt 11,29).

„Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły,
otrzymują skrzydła jak orły:
biegną bez zmęczenia,
bez znużenia idą”  (Iz 40,31).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czytanie

 

Kto nie miłuje brata swego którego widzi nie może miłować Boga którego nie widzi

10 sty

Pierwsze CZYTANIE
1 J 4, 19- 5,4

Najmilsi: My miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego. Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził i każdy miłujący Tego, który dał życie, miłuje również tego, który życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie. Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat, tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara.

Dziś św. Jan uczy nas na czym polega przykazanie miłości Boga i bliźniego. Pokazuje on, że są one ze sobą ściśle połączone.
Miłość człowieka wypływa z miłości Boga i na odwrót.

„Kto nie miłuje swojego brata” –  nie kocha drugiego człowieka, którego widzi, którego spotyka każdego dnia, zna jego potrzeby i może wczuć się w jego sytuację.
„Nie może miłować Boga, którego nie widzi” – jak może kochać Kogoś kogo nie jest w stanie doświadczyć, zrozumieć, skoro poległ już na sprawdzianie własnej dobroci, miłosierdzia względem bliźniego.

Nie chodzi oczywiście, żeby teraz Boga stawiać na drugim miejscu w naszym życiu. Ale prawdziwa miłość bliźniego może nas nauczyć miłości względem Boga. Może nas uwrażliwić, sprawić, że nie będziemy już patrzeć na innych wrogo, ale spojrzymy na nich oczami miłości Boga. Choć trochę zbliżymy się do tego jak Bóg patrzy na każdego z nas – z wielką miłością.

W dalszej części Listu św. Jan pokazuje, że miłość względem Boga sprawia, że pragniemy spełniać Jego wolę. Nie myślimy już tylko o naszych potrzebach, pragnieniach. Dla kogoś kto kocha Boga przykazania nie są ciężarem. Kto jest w stanie zrozumieć i działać według przykazań miłości Boga i bliźniego bez żadnej trudności będzie przestrzegał 10 przykazań. Ponieważ są one po prostu uszczegółowieniem przykazań miłości.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ewangelia